|
STOWARZYSZENIE „MISJA DWORCOWA”
|
|
|
Pomagamy potrzebującym i prosimy o wsparcie |
Zajęcia terapeutyczne w ramach Projektu „Zobacz swoją szansę” prowadzili specjaliści - pedagodzy i psycholodzy: Dorota Król, Małgorzata Włodarczyk, Ewa Walasek.
W czterech turach zajęć zrealizowane zostały zajęcia indywidualne i grupowe.
Co młodzi wynieśli z całego Projektu?
Najważniejsze było to, że ktoś w ogóle się nimi zainteresował. Oni mają różne kłopoty w swojej rodzinie, szkole i miejscu pracy, i dotychczas nikt nie starał się im pomóc.
Czują się osamotnieni, dosłownie i w przenośni. Wielu z nich nie ma normalnej rodziny, wielu straciło któregoś z rodziców. Odczuwają zatem wiele braków, ale chyba przede wszystkim ten, że brakuje zrozumienia ich trudności.
Jakie skutki niesie taka izolacja?
Brak wiary w swoje możliwości; w ogóle najlepiej ”żeby mieć święty spokój”. Podczas spotkań indywidualnych młodzież sygnalizowała, że nie umie poradzić sobie w relacjach z bliskimi i w relacjach z rówieśnikami.
Jakie bariery udało się przełamać?
Wśród uczestników Projektu byli chłopcy ze stacjonarnych placówek szkolno-wychowawczych. Tam mają warunki do edukacji i do resocjalizacji, ale nie potrafią z nich skorzystać. Ze specyfiki tych placówek wynika, że tam podopieczni są „grupą” i trudno zwierzać się wychowawcom czy nauczycielom. A my – terapeuci w Projekcie – byliśmy osobami z zewnątrz, którym młodzi zaufali. Nasza otwartość i życzliwość pomogła im po prostu się wygadać. Dzięki temu, inaczej wyglądały potem ich relacje z innymi; oni dla samych siebie stali się życzliwsi. Zajęcia grupowe pomogły z kolei wypracować „nastawienie na współpracę”.
Czy najważniejszym rezultatem terapii jest pokazanie, jak wychodzić z życiowego kryzysu?
Tak, bo młodzież uczestnicząca w Projekcie to z założenia osoby marginalizowane z różnych powodów. A na zajęciach spotkała ludzi życzliwych, którzy chcieli i przyglądali się problemom każdego z osobna. Ci młodzi uwierzyli, że nie są najgorsi. Pokazaliśmy, że zawsze można nie tylko wyjść z przysłowiowego dołka, ale są ludzie, którym zależy, żeby ta młodzież szukała swojej szansy, a nie brnęła w kłopotach.
Jakie problemy społeczne miała młodzież, która brała udział w zajęciach terapeutycznych?
Przede wszystkim – brak wsparcia u dorosłych. Jeśli człowiek nie ma skąd czerpać wzorców osobowych - błądzi Wiele osób spośród uczestników Projektu ma tak trudną sytuację życiową, że gdyby nakręcić film, wydałaby się nierealna! Nagromadzenie życiowych smutków, plag i grzechów: brak matek i ojców, alkoholizm i inne uzależnienia a do tego – brak umiejętności społecznych, niewiara w swoje możliwości.
Co udało się zaoferować uczestnikom Projektu?
Pracowaliśmy głównie nad wzrostem poczucia własnej wartości i to zarówno podczas terapii indywidualnej, jak i grupowej. Podczas warsztatów i ćwiczeń uczyliśmy, między innymi, mówienia o swoich uczuciach, nazywania i wyrażania emocji, konstruktywnego reagowania na trudności (przeżywanie złości). Miałam zajęcia z taką grupą, w której sporo chłopców straciło ojców i potrzebowało odreagowania tych traumatycznych wydarzeń. Rozmowy o śmierci i przemijaniu bardzo im pomogły.
Jakie jeszcze korzyści, Pani zdaniem, wynieśli?
Zyskali większą świadomość siebie, uczuć i przeżywanych emocji. Zajęcia bardzo im się podobały, pytali o następne. Są tacy, którzy kontynuują terapię w ośrodku socjoterapeutycznym. Nie po raz pierwszy okazało się, że kontakt z życzliwym dorosłym – słuchających ich i nieoceniającym - to chyba największy kapitał wsparcia, jak zapewnił im Projekt.